gleich zum inhalt springen

Hey:*

Heej:D Dzisiaj dodam pierwszy odcinek… ale nie tearz bo zaraz wychodze do sylwusi. Blog będzie poświecony opowiadaniu o nas, tokio hotel, us5, i innych sławach. Będzie ciekawe więc wpadajcie czesto bo notki będą dodawane codziennie, ewentualnie co drogi dzien:D:)

admin in Bez kategorii on Grudzień 29 2009 » 0 comments

Czesc I

Nowy Jork. Na jednej z zatloczonych i najwiekszych ulic miasta jest wieżowiec Santa de Janeiro, Cały z czarnego szkła, 110 pięter.
Mieszkamy w nim od 2 lat, ja i moja siostra Caren razem z rodzicami.Chodzimy do prywatnej szkoly.Nasze przyjaciółki Mery-Kate i Regina mieszkają w tym samym wieżowcu co my, tylko Regina na 95 pietrze dwa pietra wyzej od nas a bliźniaczki na 48.Jesteśmy bogaci,mamy duze mieszkanie i wszystko czego chcemy, bo nasz tata jest producentem filmowym,a mama pracuje jako prawnik…

Jest gorące popołudnie, siedziałyśmy z Caren w salonie i ogladalyśmy Tv.
-idziesz do kuchni?- spytałam
-no a cos chcesz?- przynies mi wode ale z lodem.
-no dobra-odp i poszla w strone kuchni.Przyszla i spowrotem rozwaliłysmy sie na kanapie.To było popołudnie jak każde inne,tak nam sie przynajmniej wydawało.
-ej jessica idziemy na spacer?
-nie chce mi sie-odparlam znudzona
-no prosze cie i tak nie ma co robic.
-no dobra idz se ubieraj i ja tez ide.-odp i polazłam do moejgo pokoju se ubrac. Wyszlysmy z mieszkania i poszlysmy w strone windy,ale Caren wdepnela w cos mokrego na dywanie korytarzu.
-Kurde co to jest?
-co?
-no jakas żółta mokra plama
-moze siki?-powiedzialam i zaczelam brechtać, bo to nie pierwszy raz na dywanie sa takie plamy.
-no to pewnie znowu ten maly pies od tej babki z 1157 pokoju(to było dwa mieszkania dalej od naszego)
- zaraz tam pojde … ehhh-westchnela wkuzona Caren
-no idzlepiej buty zmien bo nie bede z toba lazić po ulicy jak smierdzisz szczochami.
-no bardzo smieszne-pow i polazla domieszkania zmienic buty. Nie bylo jej 5minut, 10 minut, usiadlam na fotelu ktory stal obok windy, i podparlam se, prawie usypiając. Przeszedł kołomnie jakiś koleś, blondyn,niebieskie oczy. Widziałam go pare razy ale napewno nie jest z naszego piętra.
-Cześć- powiedział a ja tak 8o bo nigdy nie zwracal na mnie uwagi ani na moją siostre, myślałysmy ze jest gejem albo cos:D
-yy… czesc-odpowiedziałam
-Jestem Richie, napewno mnie znasz z widzenia.
-noo…taaa znam yy z widzenia, ja jestem Jessica,milo poznac - odp. zagubiona i tylko czekałam na moją siostre kiedy przyjdzie bo niewiedzialam co robic, ale ta jak jej nie bylo tak nie ma.
- na kogos czekasz ze taktu siedzisz?
- noo… na moją siostre.
-to ta co zawsze razem was widze?
-no…
-aa to ona se podoba mojemu qmplowi.
-no super,ale nie zbyt mnie to obchodzi wiesz?-odp i spowrotem usiadlam znudzona na fotelu.
-no skoro tak to pa- pow. chlopak i poszedl w strone windy, wkoncu wyszla Ash.
-nooo wkoncu co tak dlugo tam robilas?przeciez mialas tylko zmienic buty
-no ale zadne mi do tego ubrania nie pasowały i musialam se ubrac w cos innego a niewiedzialam w co i wiesz…co to za chlopak?
-nie wiem jakis Richie…
-aha… chodz winda juz przyjechala.
-weszlysmy do niej ale Richie tez. stalismy odwroceni do siebie tylem.Winda stanela…
-kurde co jest?-pow. pod nosem Caren
- no zacielo sie-odp i zaczelam naciskac wszystkie guziki pokolei,a ash zaczela skakac po windzie.Richie gapil se najpierw w swoje pikne buciki pozniej w sufit. Udawal ze wogole nic sie nie dzieje i nas nie ma razem z nim w tej windzie.
-moze bys nam pomogl?-spytalam z ironia a ten na mnie spojrzal
-no to co mam niby zrobic? otwprzyc na chama drzwi? co ty myslisz ze jestem supermenem?
-a idz w pipe, do dupy z takim kolesiem za 3dolary.Wkoncu winda ruszyla i dojechalismy na parter, uszczesliwiona wkoncu ze moglam wyjsc z tego czegos zwanym windą i nie przebywac w otoczeniu tak glupiego dekla. Koles wyszedl i na zawnątrz czekał na niego jakis koleś z dredami, i w ciuchach o trzy rozmiary zaduzych. Gdy my wychodzilysmy koles se do mnie usmiechnal a ja do niego. Szlysmy wzdluz chodnika,wsród codziennych odgłosów syren strażackich i policyjnych, szczekania psów,i innych przeróznych odgłosów cywilizacji miejskiej. Poszlysmy do jednego sklepu,drogiego… i takdo domu wrocilysmy obladowane reklamowkami.Wykonczone zucilysmy se na łóżka.
-kiedy rodzice wracają?-spytałam
-a bo ja wiem… mama pewnie niedlugo ale tata…hmm nie mam pojecia.- poszlysmy do salonu, Ash ogladala tv a ja czytalam gazete. Nagle uslyszałam dźwięk komorki.
-ah komorka ci dzwoni
-nie to tobie
-no co ty jamam inny dzwiek.
-no ja tez- zaczelysmy se klocic i zlapalysmy za komorki w tym samym czasie.
-to moja!-krzyknela ash,ale dziwne bo nie mam takiego dzwonka.
-bo ja ci chyba przestawiałam hehe dobra odbieraj

-kto dzwonil?
-Chris,zaprasza nas na jakas zabawe dzisiaj,ale jest o 12 w nocu
- o lol…inapewno chcesz isc ta?
-prooosze cie
-no dobra ale mama nas pusci?
-no mamy wkoncu 16 lat
- no tez prawda.- polozylysmy se na troche dolozek zeby troche pospac. budzik o 11.
-wylacz go
-ty go wylancz ja spie.
-ej!!chodz se szykujemy na ta impreze przeciez.
-ano tak, to wstawaj- odp i zerwalam se z lozkazaczelysmy se ubierac o 11.50 bylysmy gotowe.
-dobra wychodzimy?-spytalam.
-ale nie pytalysmy mamy a jak zobaczy ze nas nie mato bedzie ostro,poczekaj pojde zobaczyc czy spi,wylancz swiatlo.
-ok-odp i usiadlam na wyrku. Ash pocichu otworzyla dzrwi i na paluszkach powedrowala w strone pokoju mamy.wrocila
-spi-pow.pocichu.
-to idziemy? Chris ma na nas czekac na dole.
-no to chodz. Pocichu szlysmy wstrone drzwi. Wszystko bylo pieknie, juz lapalam za klamke i…
-gdziesie panienki wybieracie?-to nasz tata,zapalil swiatlo i usiadl na fotelu.
-idziemy na impreze urodzinowa,do Chrisa-pow.zagubiona
-o 12 w nocy?-spytal zdziwiony tata
-no bo chcemy zaczac od samego rana.
-no dobra,idze zejestescie juz przyszykowane to idzcie… ale…. gdzie macie prezenty?
-prezenty?yy…ten…-pow Caren
-prezenty… aaa no tak prezenty eh… sa… sa w… u Reginy w domu- wydusilam
-no…niech wam bedzie idzcie juz.-pow. tata imy wyszlysmy… Poszlysmy do windy, gdy weszlysmy doznalam szoku
-O mój boze!!!!!!- wykrzyknelam a Caren stala w drzwiach tej windy z otwartym ryjem….

admin in Bez kategorii on Grudzień 28 2009 » 0 comments

Część 2

-Nie, tylko nie on- powtarzałam sobie w myślach. W windzie stał Richie i jechał na tą samą impreze co my.
-noc zapowiada sie super- powiedzialam pod nosem. Przed budynkiem czekali już na nas Chris,Regina,Ashley i Mery-Kate i Gustav Richie podszedl do Chrisa i przywitał se z nim a ja spojrzałam z niedowierzaniem, po czym podszedl do swojej paczki która stała naprzeciw nas, to byli Tom,Bill i Georg. Calą fantastyczną czwórką podeszli do nas i zaczeli se witać jak starzy dobrzy kumple z Gutkiem i Chrisem, my wszystkei dziewczyny stałyśmy jak wryte.
-Chyba oni z nami nie idą? - spytałam Caren
-mam nadzieje- odp
-no to co idziemy?- zapytał Bill a my wszystkie złapałyśmy se za głowe, no ale cóż raz se zyje. Zaczelismy iść a tu mi kom dzwoni odebrałam.

-Tak słucham?- spytalam
-No Jess jak sie baiwcie? uważajcie na siebie.
-Tato, jestesmy pod Budynkiem dopiero- powiedziałam przez zęby
-oooho… a co to jeszcze nie poszliście?
-nie… idz spać! dobranoc- powiedziałam i rozłączyłam sie. Wsiedliśmy do samochodu który był zaparkowany troche dalej, a właściwie to do dwóch bo do jednego sie nie zmieścilibyśmy.Dojechaliśmy do klubu “Black Angel” Weszlismy do środka i zajęliśmy stolik dla Vip’ów już wcześniej zarezerwowany:P. Poznali smy sie lepiej i wcale nie było tak źle.Pozatym dowiedzialysmy se ze chłopcy znali se juz od dawna:|. Spotkaliśmy tez pare osób ze szkoły, Tom sie troche opił i wogole nie dało se tanczyć bo zaczął biegać bo calej sali, wkoncu wszyscy zaczeliśmy pić. Juz niepamietam co se działo tylko to że wychodziłam gdzieś z Richim a Rachel z Tomem…

-Ała… moja głowa!!! - powiedziała Caren.
-no moja tez!! bleee , ale fanie bylo
-no, a dzisiaj mamy sie wszyscy spotkac.
-Dziewczynki!! śniadanie! - zawolala nas mama, Wylazlysmy z wyrek i popelznelysmy do kuchni, szlysmy jakies dobre 5 minut. Takie miałysmy tempo, a do kuchni se kawalek idzie;P Zjadlysmy i polazlysmy na nasze główne miejsce przesiadywania… czyli salonu. Włączyłysmy Tv.
-Ej dziołchy- zawołał tata.
-co ?? - spytalysmy rownoczesnie
-gadałem wczoraj z ojcem Chrisa, i jeśli chcecie to jedziecie na wakacje do Laguna Beach w Californi.
-ooo swietnie! a kiedy- spytalam
-za dwa dni- odp i zucił se na swój ukochany fotel.
- no a inni tez mogą jechac?- zapytala Caren.
-no przeciez to wasza sprawa nie moja.
-aaa….. jak faajnie - zaczelysmy skakac i zadzwonilysmy do wszystkich im powiedziec. Georg i Gustav musieli zostać w domu nie wiem czemu, ale reszta se zgodzila. Rozpoczełysmy pakowanie. Wyszłysmy jescze do sklepow kupic jakies fajne ciuchy i stroje kąpielowe i takie tam bzdety. Byłysmy juz spakowane, i zadzwonilysmy do Reginy i bliźniaczek żeby sobie pogadać o wyjeździe i takich tam…

DZIEN WYJAZDU( godz.10.20)
-Karen ubieraj sie szybciej zaraz Chris bedzie na dole z cała reszta, przez ciebei zawsze sie spóźniamy wszedzie.
-a daj spokój, idz mi przynieś spudniczke leży w łazience.- Poszłam po ta kiecke i przy okazji zabrałam szczoteczki do zębów których bysmy nei zabrały. Wkońcu gotowe i podekscytowane, pożegnałysmy se z rodzicami.
-Macie wszystko spakowane? - spytała mama
-tak, niemartwcie sie o nas- odp. karen
-Tylko sie pilnujcie rodziców Chrisa jak bedziecie na lotnisku
-Dobra, dobra, dobra… papa wam- pow i wyszlysmy. Ledwo doszlysmy z tymi walizkami do windy a trzeba bylo jeszcze targac je ze soba wszedzie. Z trudem wylazlysmy z tej windy, oczywsciie Caren zdążyła obić drzwi od niej zostawiając piękne wgniecenie. Prezywitalysmy se z wszystkimi i wpakowalismy se z trudem do auta i te wszystkei walizki. Naszczescie rodzice Chrisa mają auto na 8 osób:P Po drodze oczywiscie musielismy se zatrzymać żeby coś zjeść, było barzo gorąco i jeszcze ten wakacyjny i wycieczkowy klimat. Dojechalismy wkoncu na lotnisko. Podczas drogi bardzo se zaprzyjaznilismy z Richim, Billem i Tomem. Richie naet zaczął mi se podobac:D Po odprawie bagażowej poszlismy do kawiarni bo mielismy jeszcze godzine do odlotu.
-Jejku ale sie ciesze! Bedziemy sami przez miesiąc w Laguna Beach.- zaczela znowu Karen. Wczesniej słyszeliśmy juz to od niej 5 razy. Wszyscy bylismy w idealnych nastrojach.
-Ej Ash… idz mi kup jeszcze jedną lemoniade- pow. Chris
-no i mi tez - przytaknał Tom
- heh i mi - Bill
-ej no to moze wszystkim juz co?? - odp. Ashley z uśmiechem. Poszlismy polazic po lotnisku i spotkalismy se z rodzicami Chrisa którzy załatwiali jeszcze pare żeczy.

-**Pasażerowie lotu 223 do Californi proszeni są o wejście na pokład samolotu**- wslyszelismy komunikat, Chris pozegnal se z rodzicami i poszliśmy do odprawy. Bylismy podekscytowani bo pierwszy raz wszyscy razem lecimy samolotem, zwykle to tylko z siostrą i rodzicami.Zajęliśmy nasze miejsca. Przy oknie po lewej stronie siedzieli Bill i Tom, zanimi Regina i Chris, w srodkowych trzech miejscach obok reginy i Chrisa bylismy Karen ja i Richie, i przy oknie obok nas po prawej siedziały Mery-Kate i Ashley.

**sygnalizajca zapiąć pasy włonczona**
I samolot ruszył. Przez jakies 10 minut nic nie mówilismy.
-ja chce być juz na miejscu- powiedziała Caren.
-no ja tez- powiedziałam i spojrzałam na Richiego. patrzelismy sobie w oczy jakąs chwile, ale on uniusł jedną brew i zaczełam brechtać. Poszłysmy z Caren do w-c, poszłam pierwsza i nie moglam wyjść bo se zatrzasnęłam ale jakos nam se udalo otworzyc, pozniej poszla karen i nie zamykala se na zamek tylko musialam jej te drzwi trzymac bo ta sie bała ze też se zatrzasnie ale na dobre. Zapadła noc, poszlismy wszyscy spać, ale ja nie moglam usnać bo jakiś facet co siedział za nami cały czas gadał ze swoją żoną. Ale jakoś mi sie udało.

admin in Bez kategorii on Grudzień 26 2009 » 0 comments

Część 3

Bylimy wszyscy wsio szcześliwi i podekscytowani a jednocześnie przestraszeni bo wkońcu to nowe miejsce i jest szansa ze nie trafimy do domku. Wyszliśmy z samolotu i przeszlismy na lotnisko. Jeszcze Ashley poszla w droga strone ale zaraz zawrocila. Wzielismy swoje walizki i poszlismy na jakis przystanek.Podjechalismy autobusem na kolejny i wysiedlismy. Niewiedzialiśmy nawet w ktra strone iść
-ej… zaraz przeciez ja mam mape i tata nam zaznaczyl gdzie ten domek- oswiecilo mnie nagle. Zaczelismy isc wedlug mapy na zachod. Przeszlismy jakies pol kilometra.
-kurde Jessica!! trztmasz ta mape dogóry nogami!!!!!!-wydarla se nagle Ashley
-no to nie mglas se wczesnije zorientowac?- spytalam
-aa idz ty w pipe- odp i zawrocilismy. Wkoncu doszlismy.
-ej patrzcie to tu!!!- krzyknal Tom i pokazal na tabliczke pisalo na niej Laguna Beach. Okolica byla przepiękna wszedzie zielone palmy, i ten morski klimat. Dolezlismy a raczej dopełzneliśmy bo ledo stalismy na nogach.Nasz domek byl dwu piętrowy, mial dużą kuchnie, wie łazienki i reszta to byl jeden duuzy pokój w ktorym byly łóżka i szafki telewizor i drogi taki duuzy pokoj z lozkami byl na dogim pietrze. Rozpakowalismy se, podzielilismy kto ma gdzie spac i poszlismy spac. na górze spalismy ja, Regina,Bill,Richie i Ashley, a na dole spali Mery-Kate, moja siostra Caren, Tom i Chris.
Rano obudziliśmy se o 10, zjedlismy sniadanie i poszlismy na plaże. Byliśmy tam praktycznie sami, bo pare osob jeszcze było. Opalałysmy se z dziewczynami a chłopcy grali w siatke.
-Co robimy później?- spytala Mery.
-chodźmy se ognisko zrobimy hehe- pow. Regina.
-o wlasnie dobry pomysł, ale wogole gdzie tu jest jakiś sklep?- zapytalam
-a poszukamy- westchnela Ash i juz pożniej se nie odzywałyśmy. Regina, Caren, Bill i Tom poszli do wody, a my z Ash i mery nie chciałyśmy ale Richie i Chris ciagle nas namawiali.
-nie Richie ja nie ide!! - wydarlam se bo zaczal mnie juz irytowac.
-no dobra jak chcesz- powiedzial i wzial mnie na rece.
-Prosze cie nie tylko mnie nie wzucaj błagam!!! - zaczelam se drzec
- sama ne chciałas isc to ja cie zaniose- powiedzial i szedl dalej.
-Richie!! pojde juz ale mnie puść proosze! - nalegalam dalej
-Cicho bądz - powiedzial i zamknal mi usta pocałunkiem.
-co ty robisz?
-nic takiego- powiedzial i usmiechnal sie, szedl dalej i mial zamiar mnie wzucic.
-Richie blagam cie nie wzucaj! - dalej se darlam, bylismy juz w wodze ale ten dalej mnie niusl na rekach, wody jush bylo do pasa i on wtedy mnie postawil , stalismy w tej wodzie jak dwa debile.
-zimno mi przez ciebie- pwoiedzialam trzesac sie
-heh- odp. zmieszany
- a wogole to po co tu przyszlismy?- spytalam
-Jessica…
-no?
- bedziesz ze mna??? - spytal i zaciał se.
-yy…. ten…ja…. bede! - krzyknelam i przytulilam go. Stalismy jush przytuleni dalej w wodzie.
- dobra chodz idziemy do nich - powiedzial richie i znowu wzial mnie na rece.
-ej.. a po co tu przyszlismy do tej wody zebys se spytal specjalnie po to? hehe- spytalam i zaczelam brechtac,
-hm… a nawet nie wiem. Wkońcu poszlismy do domu. Była 17, poszlysmy z Regina na góre do pokoju a reszta siedziała w ogródku,
-wiesz co- powiedzialam
-No?- odp regina i usiadlysmy na łózkach.
- noo… bo ja jestem z Richim, od dzisiaj
-aale fajnie…. a mie sie pytal Chris czy z nim bede i powiedzialam ze sie zastanowie, bo bardziej podoba mi sie Bill
-trzeba bylo sie zgodzic, Bill cos chce chyba do Ashley.tak mi sie wydaje
-no to mu pozniej powiem ze tak, hehe

O 17.30 poszlysmy se zdrzemnąć………

-Ej Regina wstawaj!! pojdziemy na plaze bo wszyscy tam są chyba. Mielismy przeciez to ognisko robic.
-no… to chodz - odp i wyszlysmy z domu, szlysmy w zupelnie innym kierunku niż plaża ale gadałysmy wiec nawet nie zauważyłyśmy. Wkońcu, coraz mniej było palem dookoła, okolica stawała sie coraz brzydsza i juz nie widziałysmy zadnych ludzi. Domki były coraz to brzydsze… dochodziłysmy do jakiegos opuszczonego miasteczka. Wkońcu doszłysmy tam gdzie nie było nigdzie nikogo, zadnych zadbanych roślin wszedie duzo sklepów domów, ale żadnych ludzi. Miejsce było straszne. Stanelysmy i zaczełyśmy se rozglądać.
-wiesz co w telewizji kiedyś pokazywali to miejsce i mowili że tu było pare morderstw…- zaczeła Regina.
-tak… strasz mnie dalej to tu kupe zaraz zrobie- odparlam zirytowana
-no poważnie, ja teraz nie zartuje- zaprzeczyła
-yh… słyszałas to?? - spytalam bo uslyszałam trzask łamanych gałęzi.
-nie, a co? to pewnie wiart- powiedziała Regina
-No może… - ja jednak nie myślałam że to wiert, czułam na sobie czyjś wzrok…
-chodz pojdziemy na stacje moze tak ktoś będzie bo jedynie ona wygląda normalnie- pow. Regina i ruszyłysmy na stacje. Spojrzałysmy przez szybę…
-chyba nikogo nie ma, ale dla pewności wejdziemy- pow regina, chcialam tylko stad iść, ale ta jak zwykle musi cos wymyslic. Na stacji nie było nikogo.
-Ej poczekaj na zewnątrz a ja pójde do kibla bo sie zleje zaraz. - pow. Regina
-ok- powiedziałam i wyszłam. Czekałam 5… 10 minut, wkoncu zniecierpliwiona weszłam spowrotem do środka by poszukac tego kibla,
-co ona ma zatwardzenie czy co? - myslalam sobie, znalazłam ten kibel i zapukałam jednak bez zadnej odpowiedzi więc weszłam do srodka ale jej tam nie było.
-Regina!! - krzyknełam i nic, obok było jakieś tylnie wyjscie ktore prowadziło na plac na ktorym byl warsztat samochodowy. Poszłam tam, na tym warsztacie było ciemno i smierdziało benzyną i jakąs zgnilizną.
-Regina?!! to nie jest smieszne chodz tu!! - krzyknełam ponownie ale bez odpowiedzi. Nagle wdepnełam w cos mokrego.
-co do cholery- powiedziałam pod nosem i… zobaczyłam kałuże krwi i ślady prowadzące wgłab warsztatu tak jakby ktoś ciągnął po ziemi zakrwawione ciało. Odrazu na myśl przyszło mi… ( wiecie.. ze ktos zabil Regine i zaciagnal ja gdzies tam)
-aaaaaaaaa- zaczelam sie drzec i wybiegłam tam na podjazd. zatrzymałam se bo usłyszałam czyjeś kroki, zaczęłam powoli iść tyłem nagle na kogoś wpadłam
-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa - zaczełąm znowu se drzec
-aaaaaaaaaaa - ten ktos na kogo wpadłąm rowniez zaczal piszczec, odrwociłam se…
-regina!! jak dobrze- powiedziałam nie mogąc złapać oddechu.
-no… wystrasyzłam sie… stałamsobei tutaj czekając na ciebie i uslyszalam czyjes kroki to zaczelam isc ale mialam glowe na bok odwrocona bo se rozgladałam i na ciebei wpadłam i sie wystraszyłam. - zaczela gadac regina
-no … a ja zobaczyłm jakas krew … tam na warsztacie… i wybiegłam… uslyszalam twoje kroki ale niewiedziałam ze to ty i zaczelam isc tyłem bo myslalm ze to z tamtej strny i na ciebei wleciałam- zaczelam gadac z placzem jak tylko przypomnialam o tej krwi.
-wiesz co najlepiej sie stad zmywajmy- odp. Regina i zaczełysmy pospiesznym krokiem isc, nawet niewiedziałysmy gdzie.
- ej.. tam stoi jakis facet w plaszczu czarnym.- powiedziałam
-gdzie? - odwrocila se regina
-no tam- pokazałam jej
-osz qrw… wiesz ze on ma cos w rece jakąs siekiere czy kose!??_ wydarla se i zaczelysmy biec, a ten kolo za nami ale szedl spokojnie jakgdyby nigdy nic, ale nagle przyspieszył kroku. Skrecilysmy w jakas uliczke z nadzieja ze go zgubimy, schowalysmy se za płotem, Ten gościu przeszedl obok, niewiedzial ze my tam jestesmy. Wyskoczylysmy z zaplotu i wybieglysmy na ta ulice co wczesniej po neij bieglysmy, po drodze Regina wleciala do sklepu z bronią, zabrala jakąś strzelbe i wyszła.
-mam plan… rob to co ja, albo nie najlepiej nic nie rób - powiedziała
-y.. dobra ale co ty chcesz zrobic?- spytałam
-Jessicaaaa!!! - krzykneła jak najgłośniej mogła
- co ty cholera zgłupiałas??- spytałam
- cicho bądz!! - powiedziała
-ty wogole umiesz strzelac?
-kiedys tata mnie uczył i strzela….- przerwała bo zobaczyla tego goscia szedl w nasza strone z jakims wielkim tasakiem w ręce.
-nooo strzelaj!!! - krzyknełam ze lzami w oczach.
-raz dwa i….. - chciała wytrzelic ale cos zle załadowała i nie wystrzeliło, próbowała kilka kolejnych razy ale nic najwyrazniej ta strezlba była zepsuta.
-no to po nas- powiedziała ze spokojem, ten facet byl coraz blizej, niezastanawiając sie wbiegłam do tego sklepu, złapałam pierwsza lepsza broń nawet niewiedziałąm w którą strone ją trzymac a co dopiero celnie strzelic, ale liczyłam na szczęście. Stanęłam w drzwiach sklepu. Facet był już jakies 5 kroków od reginy stał, a ona powoli cofała się.
-strzelaj!!! - krzykneła do mnie a ja stałam niewiedzac co robic, wkoncu strzeliłam, trafiłam go w głowe, tak przynajmniej myslałyśmy bo gosciu upadł na ziemie. Zaczęłysmy uciekać….
-On żyje!!! - wydarła se regina, obie caly czas ryczalysmy a facet zaczal za nami iść. Byłyśmy juz niedalego domku a on dalej za nami. Zobaczyłyśmy naszą załoge jak wychodizli z plaży, śmiali się. Zatrzyalysmy se na chwile
-Uciekajcie szybko do domu i dzowncie po policje- gdalysmy gorączkowo a oni tylko sie smiali, stali tyłem do nadchodzącego faceta wiec niewiedzieli o co chodzi.
-No biegnijcie!! - powiedziałam, facet był już tuż za nimi, stał dokładnie za Richim.
-Richie!!!! uwazaj!!!!!- krzyknłam, a on sie dalej smial niewiedzial anwet ze stoi na znim psychopata, on podniosl ta siekiere, czy co on tam mial w tej łapie, tuz nad glową Richiego, z zamiarem wbicia my ja w głowe i wtedy…..

obudziłam sie…..
-Boze Regina!!!! - lrzyknełam
-co?? - odpowiedziała, siedziaął na łóżku czytając gazete
-jezu… naszczescie to był sen!!- powiedziałam
- ciesze sie, Chris wyslalam eske czy idziemy na plaze na to ognisko…. - powiedziała ze spokojem Regina….

admin in Bez kategorii on Grudzień 19 2009 » 0 comments

Część 4

Uczesałam się bo moje włosy wyglądały okropnie:) i Wyszłyśmy na plażę, była godzina 18. Cały czas myślałam o tym śnie. Był taki realistyczny, czułam że to sie działo naprawdę. W drodze na plaże opowiadałam go Reginie. Wkońcu doszłyśmy, cała załoga już siedziała w okręgu, przynieśli krzesełka i wokół było pełno żarcia.
-o są nasze leniuchy, właśnie się zastanwialismy kiedy przyjdziecie- powiedział Bill.
- hehe, no jak widac jestesmy juz-odp. Regina. Po 15 minutach…
-Regina skarbie chodz no na momencik- powiedział ze słodkim uśmiechem Chris.
-ok… juz biegde do ciebie:) - odp. Regina i poszła z Chrisem. Tom skożystał z okazji i zabrał na spacerek Caren.
-o… a ci co???- powiedziaąłm ze zdziwieniem
- widac liczba par w naszym gronie wciaz rosnie- zasmiala se Mery-Kate. Na spacer wybrali sie Bill z Ashley, ale Mery-Kate chciala zostawic nas samych więc poszła razem z nimi. Richiemu cos odbiło i nasypał czegos do picia Chrisowi.
- co ty robisz idioto?? odbiło ci?- krzyknełam
-to taki zarcik… musze sie jakos odegrac,niemartw sie to sa tylko tabletki na przeczyszczenie w proszku.
-za co ty sie chcesz odegrac?-spytalam z ironia
-a takie tam sprawy… powiem ci kiedys indziej.
-jestes nienormalny- powiedziałam a on pocałował mnie i odszedl.
-no gdzie idziesz?-spytalam
-zaraz będe ide do kibla. - odp i zaczal biec w strone pobliskiej ubikacji. Przyszedl Chris z Regina, ale tylko na chwile.
-co tu tak siedzisz?-spytal Chris.
-a tak jakos a wy co juz niespacerujecie?-spytałam, byłam zła, ale nie chciałam tego okazywac.Miałam zamiar powiedzieć żeby Chris nie pił tego picia, no ale co przeciez mu nie powiem : chris nie pij juz tego picia bo Richie ci cos tam nasypał: więc przemilczałam tą sprawę, z trudem bo to mój najlepszy przyjaciel.
-My tak na chwilke bo Regina zapomniała koma i se po niego wruciliśmy.
-o Richie juz idzie.- pow. Regina wypatryjąc go w ciemnosciach.
-no… w ubikacji był- odp. byłam zirytowana i nie chciałam sie do niego przyznawać.
-To my znikamy- powiedział Chris wział Regine za ręke i poszli. Gdy Richie przyszedł spojrzałam na niego z pogardą, nie odzywałam się, chciałam chociaż przez chwile nie słyszeć jego głosu.
-no co jest?- spytal
-nic…- odpowiedziałam
-no jak nic
-no poprostu nic, co chcesz jeszcze wiedziec?
-a dobra juz nic- odp i zaczał niby pisać sms, nie pisal go chcial zrobic tylko takie wrazenie bo naciskal przypadkowe guziki na zablokowanej klawiatórze.Wydało mi się to idiotyczne i zarazem śmieszne więc zaśmiałam se cicho pod nosem.
-wiesz… nie powinienes tego robic - wkoncu se odezwałam, zlość mi juz przeszła.
-czego?
-wiesz o czym mowie
-aa o to chodzi… przeciez to nic- odpowiadzial
-aa dobra skonczmy ten temat, - pow. i wkoncu wszyscy przyszli, na nieszczescie Chris wypil to picie. Poszliśmy do domu. Siedzieliśmy w kuchni, ale bez Chrisa bo on siedział w ubikacji jakies dobre 30 minut. Wkoncu wyszedl, wszyscy zaczeli z niego brechtac tylko nie ja.
-O qrwa…moj brzuch- jeknal Chris,
-mialem tak samo po tabletkach przeczyszczajacych- powiedzial nagle Tom. Chris zrobil podejzana mine i spojrzal na mnie,powaznym wzrokiem. Poczulam sie okropnie bo to ja bylam glowna podejrzaną, akurat w tym momencie kiedy byłam sama i mialam mozliwosc zrobenia roznych zeczy, Chris z Regina przyszli po ta glupia komórke.
-Rochie chodz na chwile- powiedziałam i poszlismy na chwile do pokoju.
-o co chodzi?
-wiesz co zrobiles? Chris wlasnie sie domyslil ze to sprawka Proszku przeczyszczajacego i ja jestem głownym podejrzanym! a nie ty, tym bardziej ze ciebei przez chwile nie było, ale oni tego nie wiedzieli ze tylko przez chwile, a ja siedziałam tam cały czas!!- krzyknełam.
-spoko… cos sie wymysli
-no wiesz, nie wiem bo to moj najlepszy pryzjaciel i jesli nasze kontakty sie zepsuja to bede to pamietac do konca zycia, i nie wiem czy miedzy nami bedzie tak jak było… skonczyła mozesz isc- powiedziałam i poszłam w strone kuchni.
-poczekaj- pow. Richie i złapał mnie za reke
- nie nie bede na nic czekac- odp i wyszłam do kuchni, niewiedziałam co robic. Chris patrzal na mnie z pogardą. Poczulam jak łzy napływają mi do oczu.
-Chodz tu na chwile!! - krzyknal Chris.Wiedziałam co mnie czeka, ogarnał mnie strach.
-Chris… sluchaj to nie tak z tymi tabletkami na przeczyszczenie..- zaczelam
-jakimi tabletkami?- spytal zdziwony
-no tymi co byly w twoim napoju… - odp i lza splynela mi po policzku
-a wiec to to wywolalo u mnei tak silne bole brzucha, a to wszystko przez ciebie… myslalem ze jestesmy przyjaciolmi
-myslam ze sie juz domysliles wczesniej, Chris jestesmy przyjaciołmi
-nie.. nie domyslilem sie, chcialem tylko spytac czy Jestes dalej z Richim bo sie tak zachowujecie jakbyście ze soba juz nie byli, ale tearz juz mnei to wcale nie obchodzi, nie chce cie juz znac!!
-Chris poczekaj, to nie tak!! Ja ci tego nie wżuciłam , przysiegam!!
-nie mow do mnie, nie mamy ze soba nic wspolnego, ty juz dla mnie nie istniejesz!! - wykrzyknal i wkuzony wyszedl z domu do ogrodka. Z płaczem pobiegłam na góre.
- co im sie stalo?
-boze, chyba sie o cos poklocili
-ty idz do Chrisa, a ja pojde do Jess.
-ale o co im poszlo?
-jezu nie wiem!!
-to chyba cos powaznego…
Słyszałam z dołu rozmowy reszty załogi, w drzwiach od pokoju ujżałam Billa.
-Kochana co sie stało?- spytal z troską Bill
-nic, odejdź- powiedziałam i otarłam łzy
-jak ludzie mają problemy to rozmowa z innymi dobrze wplywa na to.
-ale ja nie chce o tym rozmawiac!! Wyjdz!- krzyknełam
-gniew tez dobrze działa… chodzi o Chrisa prawda?
-tak!!- wkoncu opowiadziałam mu wszystko a on mnie przytulil i zaczal pocieszać.
-bedzie dobrze… przyjaciele nie potrafia sie na siebei długo obrażac- pow. Bill
-no moze… ale takich zeczy sienie zapomina… i nawet jak kiedys bedzie dobrze to co mi po tym jak tearz musze cierpiec.
-ale przeciez to nie ty zrobiłaś…
-no ale wszystko na to wskazuje ze to ja, a chris nie da sobie wytlumaczyc. Nie wiem czy chce byc dalej z Richim, wudaje mi sie ze on to zrobil specjalnie.
-nie… specjalnie tego nie zrobił, ale yy…- nagle sie zacial, wygladal jakby chcial mi cos powiedziec ale nie wiedzial czy moze.
-chcesz mi cos powiedziec tak?
-no… tak jakby…- odpowiedzial zmieszany.
-no mow prosze cie…
- no dobra… zrobie to dla twojego dobra, wiec… chodzi o Richiego i o ciebie…
-no
-od poczatku sie jemu podobałas, ale on nie chciał narazie z toba byc, mial zamiar ale w pozniejszym czasie. A to co teraz was łączy to zakład… założył się z Chrisem o to że mimo ze się na początku nie polubiliście będzie z tobą przynajmniej tydzień… wiem ze to przykre- powiedział i spuścił głowę… niewiedziałam co robic, poczułąm się tak okropnie jak nigdy, miałam ochote tylko sie zabic, zaufałam mu a jemu chodzilo tyklko o zakład, jeszcze przez niego straciłam przyjaciela…

admin in Bez kategorii on Grudzień 14 2009 » 0 comments

Część 5

Poczułam że całe moje życie sie zrójnowało.
-ale nie płacz prosze cie, wszystko sie ułoży zobaczysz- pocieszał mnie wciaż Bill. Wtuliłam se w niego i siedzieliśmy tak jakies dobre 5 minut.
-Richie!! nie idz tam nierizumiesz tego???
-nie! pusc mnie
- jaki ty jestes porabany… wez idz na dol i nawet tam nie wchodz
- Jezu Caren daj mi spokoj, Regina pusc mnie
-nie!!! nie rozumiesz ze ona jest załamana i napewno nie chce cie widziec?

Słyszeliśmy wciąż zbliżające się głosy, nagle drzwi od pokoju się otworzyły i stanął w nich Richie, za nim stała regina i Caren obie były wściekłe.
-co tu chcesz?-spytałam
-no pogadac o czyms… Bill mozesz na chwile wyjść?- spytal
-nie… nie zostawie jej tutaj samej z Toba- odpowiedział
-no wyjdz, tylko na chwile chce o czyms pogadac
-no to gadaj,
-ale wyjdz, chce z nia pogadac w samotnosci
-no to mowie rozmawiaj, ja sobie stane tutaj i nie bede nic słyszał.
-wyjdz!
-a moge ci zaufac? - spytal Bill a ja pokiwalam mu glowa zeby nie szedl, ale tego nie zauwazyl i wyszedl. Probowałam powstrzymac łzy, ale nie moglam.
-dobrze sie bawiles???
-co?
-no.. moze nie wiesz o czym mowie?
-yy… niebardzo
-a cos ci mowi slowo zakład?
-oj… no tak zalozylem sie, i napoczatku to byl tylko zaklad ale tearz cie pokochalem, i nie chce stracic. Wogole dzieki temu mam super dziewczyne… i …
-male sprostowanie, miales super dziewczyne- przerwalam mu w polowie.
-Jessica!! co ty gadasz
-no sory, ale ufałam ci a teraz juz mi to trudniej przyjdzie, zostaniemi qmplami.
-ale… ja cie kocham no, napoczatku niewiedzialem ze to tak wyjdzie ale teraz…. no prosze cie! zrobie dla ciebei wszystko
-nie Richie… powaznie narazie zostaniemy qmplami, a teraz odejdz i zawolaj billa i Regine.
-no dobra- powiedzial i wyszedl. Weszli Regina i Bill i jeszcze Caren
-powiedzialam mu ze… - zaczelam mowic ale mi Regina przerwała
-wiemy wiemy, stalismy pod drzwiami i wszystko slyszelismy. - powiedziala z usmiechem
-eh…a co z Chrisem?
-nic, jak spytalismy czy pogada z toba to powiedzial ze cie nie chce znac
-no to swietnie! - powiedzialam
-oj nie martw sie przejdzie mu zobaczysz, - zaczela Caren
-dzieki ze jestescie… chcialabym zostac sama- powiedzialam i polozylam se na łózku i wtedy wszyscy wyszli z pokoju…

Dwie i pół godziny później….

-Jessica! my idziemy na plaże idziesz tez??- krzyczał przez drzwi Tom
-nie, idzcie sami ja tu zostane albo gdzies pojde.
-Napewno?????- spytal
-tak napewno.- wykrzyknęłam i podeszłam do lusterka. Nie wyglądałam jak zawsze, zniknął wiecznie roześmiany i wesoły wyraz twarzy. Cały makijaż spłynał razem ze łzami. Zdjęłam gumkę którą wciąz miałam na nadgarstku i związałam roztargane włosy. Rozejrzałam się po pokoju, wyglądał strasznie. Wszędzie leżały chusteczki i inne śmieci do tego rozbite lusterko i zerwana zasłona z okna.
-Cholera ale tu syf- pomyślałam. Zsunęłam się po ścianie na ziemię, usiadłam, podparłam głowę ręką i znów zaczęłam płakać. śięgnęłam po chusteczki które leżały nieopodal.
-Koniec z tym!- krzyknęłam i żuciłam chusteczki spowrotem na ziemie po czym się podniosłam, spojrzałam jeszcze raz w lustro…
-wygladasz jakbys cpała przez calą noc… - powiedziałam sama do siebie i ruszyłam w strone łazienki. Pewna siebie popchnęłam drzwi, ale wbrew zwyczajom sie nie otwprzyły.
-Jest tu ktoś?- krzyknęłam, lecz nie dostałam odpowiedzi. Zeszłam na dół, by sprawdzic czy ktoś jest w domu. Obeszłam cały i nikogo nie znalazłam.
-dziwnem, chyba sie drzwi zatrzasnęły…- pomyślałam i poszłam do drogiego kibla, był otwarty ale wygladał jakby tornado przez niego przeszło. Poszłam do lusterka i doprowadziłam się do porządku. Obeszłąm jeszcze raz cały dom by upewnić się że nikogo nie ma i wyszłam.

W tym samym czasie….

Centrum Laguna Beach,każdego dnia na ulicach miasta można spotkać spacerującego chłopaka o imieniu Michael,jest czarny i zwraca uwage przechodniów poniewaz w takim mieście żadko spotyka się murzynów i jego styl ubierania się jest w odróznieniu od inych ludzi zupełnie niepodobny. Tym razem miał na sobie czarne spusciporty z calą kolekcją przeróznych łańcuszków i nie tylko poprzypinanych do kieszeni i pomarańczowo czarną koszule. Jego czarne włosy, splecione w taki sam sposób jak Sean Paul schowane były pod pomarańczową chustką….

Godzina 19.20 ( Centrum miasta)
Poszłam pozwiedzać okolicę.Mimo późnej goziny na ulicach miasta rozlegał się szum cywilizacji którego w dzień nie da się usłyszeć. Dookoła pełno ludzi, i patroli policyjnych którzy wieczorami pilnują porządku w pobliskich barach.
Co chwile zauważałam pijanych chłopaków wdających się w bójki, lub ledwo przytomnych leżących pod sklepami. Wszędzie rozbawione tłumy ludzi. Tu w takich gozinach zaczynało się prawdziwe życie…
-a no tak, tutaj ludzie w dzień pracują a w nocy bawią się i piją do upadłego.- pomyślałam i szłam dalej, patrzałam w ziemię i zamyśliłam się. Jednak to rozmyślanie przerwało mi zderzenie z czymś lub kimś. Upadłam na ziemię, siedziałam podpierając się jedną reką a drógą trzmajac się za głowe, przez chwile dwoiło mi się w oczach i gdy tylko to ustało spojrzałam w górę by zobaczyć o co zaryłam tak mocno w łeb. Ujżałam ciemnoskórego chłopaka, w pomarańczowej chustce i koszulce.Był uśmiechnięty ale w oczach miał strach.
-nic ci nie jest?- spytał i pomógł mi wstać
-nie, tylko troche boli mnie głowa- odparłam
-nie dziwie się, mnie też boli.
-a ciebie od czego?
-bo przyryłas głową w moją
-ej sory… ja musze juz leciec- powiedziałam i zawróciłam.
-poczekaj, jak masz na imie? ja jestem michael
-jessica! - wykrzyknęłam i pobiegłam do domu. Gdy byłam juz namiejscu, stanełam przed drzwiami i sięgnełam do kieszeni po klucze, jednak ich nie znalazłam. Zaczęłam przeszukiwac wszystkei kieszenie jednak bez skutku. W domu nie było nikogo, i niewiedziałam gdzie jest reszta. a zreszta jakie to ma znaczenie skoro ja tylko mam klucze? Wkużona i wystraszona zaczełam pomału iść tą drogą co biegłam do domu z nadzieją że po drodze je znajde. Gdy szłam po raz drogi wpadła bym na Michaela, ale w czas się zatrzymałam.
-co ty robisz?- spytałam z ironią
-szłem za tob…- zaczal ale mu przerwałam
-szedłem…
-no tak szedlem za tobą i chciałem ci to dać- pow. i zaczął frzebać w tych wielkich kieszeniach, po chwili wyciągnął moje klucze.
-skad to masz?
-jak upadłaś to ci chyba wypadly z kieszeni, chcialem cie zatrzymac ale pobiegłas wiec je podnisłem i pobiegłem za tobą i tak tu trafiłem.
-dzieki- odp i poszłam otworzyć dzrwi ale się nie dało, okazało się że drzwi były otwarte. Weszłam do środka, światło się sieciło i wszędzie leżały porozwalane żeczy.
-jest tu ktoś??? - spytałam niepewnie ale nie dostałam odpowiedzi za to usłyszałam uderzenie krzesła o podłogę. Ze strachem w oczach spojrzałam na Michaela, wprawdzie nie miałam do niego zaufania ale w razie czego tylko on mogł mnie obronić. Więc spojrzalam na niego a on na mnie, niewiedział co robic,
-czy ludzie z ktorymi tu mieszkasz tak sie zachowują?-spytal
-nie, to napewno nei jest ktos kogo znam- odp. i odważyłam się wejść do środka.
-co robisz? - spytal znow
-no qrw, przeciez nie bede tu tak stac i pozwalac na to zeby jakis psychol demolowal moje mieszkanie, idziesz tez czy wracasz do domu? - odp, oczekując odpowiedzi ze pojdzie do srodka razem ze mną bo sama bym się nie odwazyla
-no co ty zartujesz, jak ci sie cos stanie?- pow i z wachaniem wszedl do srodka, stanął w połowie pokoju, pomyślałam że zaraz z tąd zwieje albo cos mi zrobi.Obeszłam cale pierewsze piętro i nic nie znalazłam poza okropnym bałaganem ktorego nie bylo jak wychodziłam z domu. Bałam się wejść na drógie piętro więc miałam zamiar poczekać na reszte.Usiadłam na kanapie, myślałam że Michael już wyszedł lecz on przysiadł się do mnie.
-O jestes jeszcze?- spytalam
-no, bezpieczniej będziejesli nie będziesz tu siedziała sama- odparl i zaczęliśmy gadać. Okazał się całkiem fajny, wkońcu zaczęłam mu ufać. Rozmowe przerwał nam przerażająco głosny huk.
-co to było?- spytałam?
-nie wiem ale nie bój się, dopóki tu jestem nic ci się nie stanie- powiedział, poczułam ogromną ulge. W pewnym momencie drzwi gwałtownie się otworzyły. To stało się tak nagle że omało nie dostałam zawału, do domu wbiegł…

admin in Bez kategorii on Grudzień 04 2009 » 0 comments

Część 6+zdjęcia:D

Th:*

Chyba nie musze mówic:D

Michael:)

Chris i Richie:)

Olsenki w moim opo to Dominika i Patrycja:D

Do domu wbiegł Tom a za nim cały mokry Bill i Ashley.
-aaa- wbiegl z wrzaskiem Tom do kuchni, za nim Bill i Ashley, zadne z nich nie zauwazyło że Michael jest u nas w domu.
-Toom!!! chodz tutaj!!- wrzeszczala Ashley
- walsnie… mendo jedna! - dogadywal ciagle Bill, wkońcu wstałam i poszlam do kuchni, a cala ich trojka brechtała.
-co robicie ćwoki? przez was byl zawału dostała- spytałam bylam zirytowana ale nie moglam tego okazac bo usmiech sam przychodzil mi na twarz kiedy na nich patrzałam
-wrzycilem ich do… haha do wody i jak sie wsciekli eehehe, szkoda ze tego nei widziałas- powiedzial ledwo przez smiech Tom
-wiesz jak zimno bbrrrr- dodała Ashley i zaczęła bić na żarty Toma.
-ała uważaj bo mi ręke złamiesz haha- pow. Tom a Bill nie mógł się podnieść z ziemi ze śmiechu. Do kuchni przyszedł także Michael.
-a to kto?? - spytała Ashley
-y.. to jest Michael a to Ashley, Tom i Bill- wtrąciłam
-siemanko - przywitali go rownoczesnie Bill z Tomem. Wkońcu se uspokoili i usiedliśmy przy stole. Po jakis 10 minutach do domu wkroczyli Mery, Caren i Richie ale nie było Chrisa.
-Gdzie jest Chris? -spytałam
-na zewnatrz- odpowiedziała Caren i poleciała do Michaela, wszyscy sie go o cos wypytywali, był w centrum uwagi więc ja poszłam do Chrisa. Siedział sam w ogródku na krześle. Moje ciało przeszył chłód i smutek. Przez chwile wachałam się czy do niego podejść czy nie. Czułam się tak jakbym straciła sens życia.Stanęłam pare kroków przed drzwiami domku. Miałam ochotę już zawrócić, juz nigdy się nie odezwać do niego. Wkońcu się przełamałam i powolnym ale zdecydowanym krokiem podeszłam i usiadłam na krzesełku na przeciw niego. Udawał że mnie nie widział, tak jakby nigdy nikt naprzeciw niego nie usiadł. Jak gdyby był sam na bezludnej wyspie, nie reagował na nic, bo według niego nikogo wokół nie ma. Łzy napłynęły same do oczu, ogarnął mnie ból i cierpienie w myśli wciąz te same słowa
:co bedzie dalej, co robic?:
Nie miałam odwagi się odezwać,chociaż to wszystko nie moja wina czułam się okropnie. Chris niezbyt odwaznym wzrokiem spojrzał w moje oczy, chyba dostrzegł w nich ból i smutek. Zrobił głęboki oddech i… odwrócił głowę. To był ten moment, teraz albo wcale. Poczułam że on teraz chce usłyszeć te słowa, które od kilku minut nawiedzały moje myśli. Chce usłyszeć słowa wsparcia i wytłumaczenia. Odważyłam się otworzyć usta, a słowa wypłynęły same…
-Chris… jeśli chodzi o tamto to naprawde nie ja. Richie ci to zrobił chociaż próbowałam go powstrzymać. Nie chce żeby było tak jak dotej pory, nie umiem z tym żyć. Nie będe cie przepraszac bo nie mam za co, ale chce zebys to zrozumiał… prosze cie - po tych słowach z nadzieją spojrzałam na niego. Dostrzegłam mały i nieśmiały uśmiech na jego twarzy, usmiech mówiący :juz dobrze… :
-Jessica, wierze ci tylko dlatego że jesteśny przyjaciółmi, inaczej bym tak niepostąpił, juz wszystko bedzie dobrze- powiedział z trudem. Te słowa trafiły prosto do mojego serca. Wstałam i przytuliłam sie do Chrisa, po czym odeszłam. Gdy weszłam do domu Richie siedział na fotelu oczekując mnie. Podeszłam do niego. Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Poczułam wielką ulge, wkońcu wszystko będzie normalnie, wkońcu będziemy wszyscy szczęśliwi…

4 godziny później ( 23.20)
Siedzieliśmy wszyscy w kuchni, ale połowa prawie wogóle nie kontaktowała.Michael wzbudził we wszystkich podziw i zaufanie.Wszyscy go polubiliśmy. Poszliśmy spać

Ranek ( godz.10.15)

Zapowiadał się upalny dzień i spokojny dzień. Ludzie robili zakupy, załatwiali różne sprawy…

Jako pierwsze obudziłam się ja, Mery,Michael i Tom. Reszta spała w najlepsze a zwłaszcza Bill, ktorego za nic nie idzie obudzić.
-Wstawaaaac!!! - krzyknęła Mery. Caren i Rchie się obudzili. A reszte poprostu pozzucaliśmy z wyrek. Poszliśmy na dół na śniadanie.
-co dzis robimy?- spytała Ashley
-nie wiem- odpowiedzial Tom z napchaną buzia kanapkami i se prawie popluł.
-qrwa, Tomek ne gadaj z pelnym ryjem- wtraciła Mery i pociągneła go za dreda.
-ałłaa!! ty, bo mi dredy zepsujesz- pow.
-a idz w pizdu, tyś caly jak jeden wielki dred- wtraciłam i wszyscy zaczelismy brechtac tylko nie Bill, był jakiś zamyślony ale nagle…
-Wieeeem!!!! - wyradł się
-co wiesz?- spytała Regina
-noo… wypłyniemy dzisiaj statkiem na środek oceanu!! - wykrzyknał Billus i zrobil słodki uśmieszek, ktory mówił :ale jestem madry:
-to jest morze pipo, heheh- powiedział Tom.
-a no jedna cholera, to robimy tak?? - spytal pełen entuzjazmu

Po pół godzinie byliśmy już wszyscy gotowi. No może prawie wszyscy, bo Ashley szukała swojego stroju kąpielowego, Regina ręcznika,Bill siedział w kiblu i jszcze czekaliśmy na Michaela który pobiegł do domu po swoje rzeczy…

admin in Bez kategorii on Listopad 26 2009 » 0 comments

Część 7

Znudzona żuciłam się na kanape. Po 10 minutach z góry zlazła Aschely
-boze co tak dlugo???- spytałam
-bo nie moglam se zawiazac z tyłu stanika eh-odpowiedziała i zażuciła plecak na ramię.Po chwili zeszla także Regina i Bill. Jednak nie było wciąż Michaela.
-no kurdeee. gdzie on jest?-gadała zniecierpliwiona Caren
-no zaraz napewno przyjdzie- uspokajałam i nie mylilam się. Po 5 minutach Michael przyszedł i wspolnie ruszyliśmy na przystań. Nie mielismy zbyt dużo kasy i prawie cała poszła na wykupenie statku…

Początek podróży był bardziej niż pomyślny.Bez względu na małe wymiary statku i brak wygodnych kajut pasażerskich, Ashley razem z Caren i Tomem zdołali się ulokować w dość prymitywnie urządzonym pomieszczeniu kapitana(w tym przypadku kapitanem był Michael bo tylko on mniej więcej miał w tym wprawe).Naszczęście kajuta była dość obszerna więc w nudnych chwilach wszyscy się tam zbieraliśmy. Po 1 godz. byliśmy bardzo daleko od brzegu.
-ja ide się opalać!!- krzyknęła Caren
-noo ja tez- dodałam
-czekajcie ja tez ide- wtrąciła Ashley
-a ty tez idziesz?-spytalam Reginy a ona pokiwala twierdząco głową. Zżuciłyśmy z siebie ubrania(zecz jasna zostalysmy w strojach kąpielowych) i rozwaliłyśmy się na pokładzie.Gdy słonce zaszło rocilysmy spowrotem do kajuty, tak wszyscy siedzieli przy stole, wiec my tez się dołączyłyśmy.Powrot był planowany za dwa dni.
-ej co robimy?? - spytała Mery
-nie wiem, gramy w 33?? - spytalam
-oki ale na zadania i pytania oki?- dodała Caren i zaczęliśmy grać…

-27
-30
-32
-no nie!! 33- z trudem powiedziała Caren
-pytanie czy zadanie?- spytałam
-pytanie- odp
-a od kogo?- wtracil Tom
-oood…. od Jess- powiedziała z szyderczym uśmiechem
-no wiec pytanie… hm… w ktorym roku zaczela sie rewolucja francuska- powiedziałam
-ej no ale nie takie!- krzykneła
-no to, jak masz na imie-zacezlam
- i takie tez nie!!! - krzykneła
-no to na jakie inne pytanie jeszcze znasz odpowiedz??? - powiedziałam i wszyscy zaczeli brechtac
-bardzo smieszne- wtraciła. Poźniej wypadło na Aschley, wzieła zadanie od Billa.
-pocaluj Toma!- powiedzial krotko Bill, a Ashley pomału zbliżyła swoje usta to ust Toma, a on pocalowal ją… po francusku!
-ej co ty robisz! o języku nie było mowy-powiedziała
-a kto tak powiedział?- westchnal Tom
-no a co napisał ktos gdzieś tak??Nie!- powedziała z usmiechem
-no… moze malym druczkiem- zahichotał Bill. Gdy skonczylismy grac Bylo już póżno więc poszliśmy spać.

Kolejnego dnia, po wczorajszym uporczywie silnym wietrze, zaczął podmuchiwać lekki zefirek.
Tego ranka siedziałam na pokładzie i wpatrywałam się w niebo, Michael stał przy sterze, reszta siedziała w kajucie a Caren spacerowała po pokładzie, gdy wtem jej uwagę zwrócił dziwny odblask wód morza, które były tak jasne że aż wzrok raziły; zabarwienie wody było przy tym najwyraźniej czerwone.
-Dlaczego woda dziś ma kolor czerwony?- spytała Michaela którego obok właśnie przechodziła. Ja spojrzałam na przymróżonymi oczami, bo słońce niesamowicie świeciło.
-hmm…powodem tego są miliardy maleńkich skorupiaków, coś takiego jak drobne krewetki, którymi żywią się ogromne morskie ssaki.
-yhm.. rekiny też?
-no czasem, ale w tych wodach raczej nie ma rekinów, chociaż mogę się mylić- odpowiedział sceptycznie Michael.Tego dnia również się z dziewczynami opalałyśmy. Około godizny 19.30 zaczął kropić letni ciepły deszcz, jego drobne kropelki delikatnie siadaly na nas i na wszystko wokół.Z czasem te kropelki zaczęły być coraz więkrze, i mocniej spadały przy tym były coraz zimniejsze. Nagle niespodziewanie delikatne kropienie deszczu przerodziło się w ogromną ulewę. Krople spadały z nieba niczym grad i z ogromną siłą uderzały o pokład statku. Niebo zaszyły potężne ciężkie szare chmury. Na morzu rozszalał się sztorm. Statek unosił się i opadał pod wpływem wielkich, nieustannych fal. Z kazdą minutą stawało się to coraz silniejsze.Wszyscy siedzieliśmy w kajucie,
-nie no, swietny rejs- powiedziała z pesymistycznym nastawieniem Regina.
-a przeżywasz, zachwile się uspokoi- powiedział Bill a tym czasem to wszystko przychodziło z coraz to większą siłą. Nagle przez szybę zobaczyliśmy jedną ogromną falę, która spadła prosto na nasz statek lekko go zatapiając. Po chwili wyłonił się na powierzchnię, lecz cały pokład pokryty był wodą.
-jeszcze kilka takich niespodzianek i tu zatoniemy- wykrzyknełam
-nawet nie mów- pow.Ashley
Sztorm co pare chwil stawał się jesazcze bardziej silniejszy. Kolejna ogromna fala przykryła nasz statek, po tem jeszcze jedna ale juz mniejsza. Po tym kolejna chyba najsilniejsza z nich wszystkich. I właśnie jej potężne wody rozbiły wszystkie okna. Statek wyłonił się na powierzchnię. W kajucie było pełno wody.Nagle dostrzegłam że kadłub dzioba jest, a właściwie go nie ma. Wtedy pomału cały statek zaczął się rozwalać, Wkońcu zatonoł. Na powierzchni wody unosił się tylko marny, lecz dość obszerny kawałek drewna. Wszyscy się na niego władowaliśmy, ale nie było Michaela.
-ej gdzie on??-spytałam ze strachem w oczach.
-Michaeel!!!!- krzyknęła Mery.
-nie! prosze cie boże tylko nie on! - wykrzyczałam. Deszcz zaczął powili ustawać, lecz wiatr był wciąż tak samo silny jak przed tem. Otaczały nas fale, nic nie było widać tylko fale, było już późno więc było ciemno.
-Michael!!!- krzyknał Tom. Już myśleliśmy że spotkało go najgorsze, kiedy nagle z wody wyłonił się… własnie on. Podpłynał do nas i wtargaliśmy go na naszą jedyną nadzieje jaką była część statku. Wszyscy usneliśmy, pozwalając wodzie ponieść nas gdzie kolwiek. Obudziliśmy się na jakimś piasku.Gdy otworzyłam oczy, rozejżałam się dookoła i natychmiast zerwałam.
-przecież to nie Laguna Beach- powiedziałam sama do siebie. Ogarnął mnie strach. Z jednej strony były drzewa, jakaś roślinność której nigdy nie widziałam, a z drogiej były miliardy mil wody.

admin in Bez kategorii on Listopad 19 2009 » 0 comments

Część 8

Wstałam, rozejrzałam się. Nieopodal jakies 5 metrow odemnie na brzegu lezała jakaś część naszego statku.Do polowy była lekko przykryta piaskiem.Delikatnie naplywała na nią woda.Bez namysłu podeszłam i wyciągnęłam spod piasku.Byłam przerażona, i przemoczona. We włosach miałam pełno piasku,pozatym na rękach, bluzce spodniach.Wszędzie miałam na sobie piasek. Obudziłam wszystkich. Ich reakcja była jednakowa
-gdzie my jestesmy, jak wrocimy do domu,czy wogóle przeżyjemy,jest tu ktos opocz nas?- te wszystkie pytania nasuwające się na usta zostały bez odpowiedzi.Usiedliśmy wszyscy na piasku, bez słowa wpatrując się w nieskończoną otchłań, jaką była woda.Dzień zapowiadał się upalnie.Gdy wszyscy ochłonęliśmy z wrażeń, wyruszyliśmy na poszukiwania, czegokolwiek co było by przydatne. Rozdzieliliśmy się na dwie grupy; Ashley,Richie,Caren,Chris i Tom poszli w lewo, a Regina, ja, Michael, Mery-Kate i Bill w prawo…
Mijaliśmy tylko i wyłącznie po jednej stronie drzewa i jakąś dżungle a po drogiej wode.
-a tak wogole to co będziemy jeść?-spytała Regina
-a ta tylko o zarciu!- krzyknełam, szlismy dalej bez słowa.
-ajj… cos twardego tam było i po tym przeszłam- powiedziała Marey i wszyscy spojrzeliśmy za siebie. W piasku było coś zakopane, widać było tylko mały fragment, jakby skrzynki. Bez wahania zaczęliśmy to wykopywać.Pod piaskiem leżała ogromna skrzynia,ale nie dało się jej otworzyć.
-ciekawe co tam może być?- spytał Bill
-oby jedzenia bo jestem strasznie głodna- powiedziała Regina
-żarłoku, chociaż w takiej chwili nie gadaj o jedzeniu, tylko idz poszukaj czegos czym możemy tą skrzynie otworzyć- dodał Michael, a Regina posłusznie poszła poszukać czegokolwiek. Po kilku minutach zniknęła w dżungli.Wokół były palmy, jakies krzewy i inne przeróżne drzewa i rośliny.Regina szła ścieżką porośniętą trawą. Dookoła było mnóstwo różnej wielkości kamieni, połamanych gałęzi. Lekka mgła unosiła się w powietrzu, i czuć było zapach świeżości.Regina zabrała ze sobą gałęzie i zerwała trochę owoców, chociaż sama nie wiedziała czy są jadalne. Coraz bardziej oddalała się od plaży.
-dobra styknie tego, teraz jakos trzeba wrocic- powiedziala sama do siebie i zawróciła w stronę plaży.Szła owiele dłużej niż za pierwszym razem kiedy tu trafiła, a to dlatego że się zupełnie pogubiła i chodziła dookoła, nawet o tym niewiedząc. Regina wciąż była wewnętrzu dzikiej dżungli,niewiedząc co ją czeka próbowała dążyć do celu.
-Jessica!!! Michael!!!- zaczęła krzyczeć, z nadzieją że ktoś ją usłyszy, jednak to na nic, zamiast tego usłyszała łamanie się gałęzi, tak jakby pod ciężarem czyjegoś ciała. Odruchowo zaczęła się rozglądać dookoła, żuciła na ziemię wszystko to co miała w rękach i złapała jakąś gałąź nerwowo rozglądając się do dzikich terenach. Nic jednak nie dostrzegła iż wszystko porastało coraz to bardziej gęstą mgłą.
-kto tu jest?-spytała przerażona, poszła w głąb wysokiej trawy, ledwo przez nią się przedostałam kalecząc sobie przy tym nogi kolczastymi krzewami. Dostrzegła że nie ma sensu iść dalej, bo po pierwsze ta trawa jest do pasa i ciągnie się w nieskończoność, a po drógie to nawet nie da sę przez to przejść i na dodatek jest tam pełno błota. Wróciła do punktu wyjścia.
-Mery??? kto kolwiek tu jest niech się odezwie!- krzyknela gorączkowo, i usłyszała czyjes wiraźne kroki zbliżające się w jej stronę, które z chwilą zmieniły się w bieg. Zacisnęła gałąź w dłoniach i szykowała się na najgorsze. Do jej głowy docierały myśli że ta wyspa nie jest opuszczona. Wtem zza drzew i innej roślinności wyłonił się Chris.
-jezu, wkoncu sie znalazlem- powiedział nie mogąc złapać oddechu.
-boze!! to ty, wiesz jak mnie wystraszyłeś?- powiedziała po czym żuciła się mu na szyje, zaczęli sie całować:D Wkoncu Regina oderwała swoje usta od jego i spytała:
-tak wogóle to co tu robisz?
-no szukałem jakiś gałęzi na ognisko i jakis innych badziewi i jakoś zabłądziłem, chodziłem w ta i spowrotem i wkoncu uslyszalem twoj krzyk to zaczęłam iść ale zabradzo niewiedziałem w którą strone bo krzyk dobiegał z każdej strony. Zdałem się na instynkt i poszłem przed siebie i jakos tu trafiłem, a jak usłyszałem że znówu kogoś wołasz to juz nie miałem wątpliwości i szłem az tu trafiłem- wytłumaczył i oboje zaczęli szukać jakiegoś wyjścia. Szli trzymając się mocno za ręce.
-słyszałes to?-zerwała się Regina
-nie a co?-spyta Chris
-chodz szybko! - pociagnęła go i zaczęli biec.
-aj… tu jest juz pełno kamieni- odparła Regina zatrzymując się, a Chris wziął ją na ręce…

-Regina!!!!!- słychać było krzyki reszty dobiegające z plaży.
-Chris jestesmy juz niedaleko!!- krzykneła i cmokneła Chrisa w usta.Wkoncu udało się im wyjść. Wyszli dokadnie tędy co Regina weszła w głąb tego … czegos. Na piasku siedzieli Michael, Mery-Kate, ja i Bill, z nadzieją że się na nich doczekamy.
-Ejj!- krzyknął Cris i postawił Regina na piasku. Podbiegliśmy do nich i zaczelismy obsypywac oczywistymi pytaniami…

Michael zabrał razem z Billem i Chrisem tą skrzynię i zaczęliśmy podążać w kierunku, w ktorym na początku byliśmy jeszcze wszyscy. Z daleka dostrzegłam resztę załogi czyli; Toma, Caren,Ashley i Richiego i natychmiast do nich podbiegłam.
-nie ma Chrisa! poszedł tam w tą dżunglę i chyba zabłądził, juz od długiego czasu go nie ma. - zaczęła histeryzować Caren
-ej, spoko on jest z nami, bo Regina tez tam poszła i sie spotkali, a i znalezlismy jakąs sktrzynie tylko nie umiemy jej otworzyc- oswiadczyłam i po chwili wszyscy doszli. Byliśmy już w komplecie.Wszyscy chłopcy siedzieli przy tej skrzyni i próbowali ją otworzyć, a my(laski) siedziałyśmy na brzegu, podziwiając zachód słońca. Po chwili chłopakom udało się otworzyć nasze znalezisko
-o…. fuck!!- wykrzyknął Tom i odskoczył od skrzyni…

admin in Bez kategorii on Listopad 09 2009 » 0 comments

Ocenki…

Witam was!!Jestem ciekawa jak wam minął czas w weekend…Mnie super…Jak zwykle nudziłam się…Ale chcę was prosić o ocenki mojego bloga…W komentach możecie oceniać mój blog…Teraz wam podam punktację…
1.Szablon:1-15 pkt (w zależności jak wam się podoba)
2.Avatar:1-5 pkt (w zależności jak wam się podoba)
3.Dodatki,np. zegarki, liczniki, buttony:
-niewielka ilość- 1 pkt
-kilka dodatków- 2 pkt
-wystarczająca ilość- 3 pkt
4.Ilość wpisów w księdze:
-1-5 wpisów- 2 pkt
-5-20 wpisów- 3 pkt (to już wiadomo, że to jest moja liczba pkt :D:D)
-więcej niż 20 wpisów- 4 pkt
5.Notki:
-ciekawe- 3 pkt
-mogą być- 2 pkt
-nudne- 1 pkt
6.Linki:
-fajne i duża ilość- 3 pkt
-mogą być i jest ich nawet dużo- 2 pkt
-mało interesujące i ich jest dużo albo mało- 1 pkt
To jest wszystko…Mam nadziję, że ocenicie mojego blogaska zgodnie z waszą oceną…Tylko proszę o szczerość…:D:D:D…A no i możecie mi przyznać maxymalną ilość punktów, czyli 33 pkt (chyba dobrze policzyłam)…No to tyle…Czekam na ocenmki…Bu$iaczki :*:*:*…

admin in Bez kategorii on Sierpień 29 2009 » 0 comments
        Older Articles